spring

spring

piątek, 10 lipca 2015

Słonecznik - niespodzianka :)



Muszę porobić trochę retrospektywnych wpisów, bo blog leży odłogiem, co wcale nie znaczy, że się nic nie dzieje… Całe szczęście, że wszystko jest zarchiwizowane na zdjęciach i w miarę wolnego czasu będę pokazywała :))

Wracając do tematu. Mam dość spory balkon, który w lecie porasta kwiecista dżungla. Kiedyś było na nim tyle miejsca, że stały 2 fotele, obecnie mieści się już tylko jeden fotel, resztę miejsca zajmują kwiaty, kwiaty i trochę rupieci. 
   
W zeszłym roku mieliśmy bardzo ciepłą jesień, tak że moje kwiaty stały na balkonie do 5. grudnia (!!!) Mikołajki przyniosły ze sobą mrozy ok. -4 stopni w nocy. Tego nie wytrzymałyby ani oleandry, ani pelargonie, musiałam je pownosić do domu.

W zimie kwiaty ustępują miejsca karmnikowi dla ptaków, który jest masowo odwiedzany przez skrzydlatych gości, sikorki, wróble. Najchętniej zajadają nasionka słonecznika, nie dziwię się, sama lubię podgryzać. Gości we wczesnych godzinach porannych jest nieraz kilkoro na raz, przepychają się w tym karmniku, nikt nie chce stać w kolejce… Skutkiem tego jest, że nasionka są rozrzucane i nieraz wpadają do sąsiednich skrzynek kwiatowych pozostawionych na zimę na balkonie.


W tym roku pośród pelargonii (krwisto-czerwone lubię najbardziej) udało mi się wypatrzeć 2 kiełkujące słoneczniki. Zastanawiałam się co z nimi zrobić, przecież i tak nie dojrzeją, w skrzynce kwiatowej mają za mało ziemi. W końcu myślę sobie – szkoda je wyrwać, niech przynajmniej zakwitną.
No i oto efekt, mizerotki jakieś zminiaturyzowane wyrosły. Musiałam je przywiązać do tralek balkonowych, bo przy większym wietrze mogłyby się połamać.



Słonecznik jest dla mnie jednym z symboli Węgier. Kiedy myślę – słonecznik – to kojarzy mi się z Węgrami, a konkretniej słowo to przywołuje w mojej pamięci odległe lata, kiedy przejeżdżałam pociągiem przez Wielką Nizinę Węgierską i podziwiałam z okna krajobrazy. Długie, niekończące się równiny obsiane na zmianę słonecznikami, pszenicą i kukurydzą. Oceany słoneczników, które jak na komendę odwracają wszystkie łebki w stronę słońca. Nic tylko się zanurzyć z aparatem i focić, focić, aż wszystkie będą uwiecznione.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...